Deprecated: Function set_magic_quotes_runtime() is deprecated in /home/esperant/domains/esperanto.pl/public_html/malnova/textpattern/lib/txplib_db.php on line 14
Esperanto.pl: Esperanto Język Międzynarodowy Zjednoczonej Europy i Zjednoczonego Świata

nazwa:

e-mail:

www:

tresc:

Esperanto.pl

Esperanto Język Międzynarodowy Zjednoczonej Europy i Zjednoczonego Świata

Adam Pleśnar 13.10.2005 23:55

Język międzynarodowy Esperanto w swej pierwotnej, lecz już dojrzałej postaci, powstał dzięki pożytecznemu błędowi w rozumowaniu Ludwika Zamenhofa, jako młodzieńczego twórcy, oraz wartościowemu gniewowi jego ojca. Oto bowiem młody idealista, człowiek obdarzony wyobraźnią, mieszkaniec Białegostoku, w którym wówczas, przed I wojną światową, obok Polaków żyli Rosjanie, Białorusini i Żydzi, był świadkiem ostrych konfliktów międzyetnicznych. I sądził, że ich źródłem są zróżnicowania językowe. Ale tak oczywiście nie było. Wyciągnął z tego faktu niesłuszny wniosek, że utworzenie języka międzynarodowego doprowadzi do wieloetnicznej harmonii. Tak się ze względów obiektywnych stać nie mogło, lecz wskutek tej niewątpliwie błędnej przesłanki zrodził się w umyśle Ludwika Zamenhofa genialny pomysł, który zaowocował esperantem. Ojciec młodego fantasty, podobnie jak inni rodzice, postanowił wybić z głowy dziwne lingwistyczne fanaberie swego syna. Miał inne plany — chciał, aby został lekarzem. I dlatego zniszczył teksty najwcześniejszego projektu języka międzynarodowego, za co dzisiaj powinniśmy mu być naprawdę wdzięczni. Ludwik Zamenhof bowiem, już nieco starszy, przystąpił do ponownego opracowania projektu. A ten okazał się znacznie lepszy, dojrzalszy i bardziej funkcjonalny.

I oto w 1887 r., a więc przed stu jedenastoma laty, w ówczesnym Cesarstwie Rosyjskim ukazała się skromna broszura w języku polskim i rosyjskim pod tytułem: “Język międzynarodowy”. Autor jej wystąpił pod pseudonimem: Dr Esperanto, co w nowym języku znaczyło: “mający nadzieję”. I słusznie.

Od tamtych lat minęło jedenaście dziesięcioleci, w czasie których kilka pokoleń użytkowników esperanta przeżyło i nadal realizuje swoją porywającą przygodę moralną, kulturową, społeczną i międzynarodową.

Należy jeszcze wspomnieć jeden fakt. Oto w 1905 r. we francuskim kurorcie Bulogne-sur-Mer spotkali się po raz pierwszy w historii ruchu esperanckiego dotychczasowi korespondenci w tym języku z pewnym wewnętrznym niepokojem, co przyniesie im ta osobliwa przygoda. Okazało się, że byli w stanie znakomicie porozumieć się między sobą. W ten sposób esperanto z języka korespondencji listowej pozytywnie zweryfikowało się jako środek słownej komunikacji międzyosobowej. Niewątpliwie był to przełomowy moment w codzienności użytkowania esperanta.

Dzisiaj język esperanto ma już wszelkie znamiona znakomicie rozwiniętego, w gruncie rzeczy już naturalnego języka międzynarodowego. A jego atuty polegają na tym, że co najmniej 10 milionów osób posługuje się nim na co dzień w różnych sferach życia: naukowego, społecznego, towarzyskiego, a nawet rodzinnego. Esperantyści spotykają się niemal codziennie na setkach seminariów, sympozjów i kongresów, umożliwiających nawiązywanie więzi ludzi różnych narodowości, kultur, religii i poglądów, których łączy jedno: znajomość języka początkowo sztucznego, a teraz już naturalnego — funkcjonującego i stale rozwijającego się. Esperantyści łączą się w związki i kluby np. lekarzy, nauczycieli, artystów, zwolenników ekologii, kolejarzy, filozofów, gejów itp. Aktualnie na świecie ukazuje się ok. 380 czasopism, drukuje się książki literatury pięknej i fachowej w języku esperanto. Wielkie dzieła literatury światowej tłumaczy się na esperanto. W Wiedniu, w La Chaŭ-de-Fonds w Szwajcarii znajdują się biblioteki esperanckie. Największa z nich, prywatna licząca kilka tysięcy tomów znajduje się w Budapeszcie i jest własnością Karola Fajsiego. Codziennie rozgłośnie w Wiedniu, Pekinie i Warszawie nadają w języku esperanto audycje radiowe. Papież Jan Paweł II udziela błogosławieństwa “Urbi et Orbi” także po esperancku. Środowiska esperanckie w niemal wszystkich krajach świata składają się z realistów i pasjonatów, praktyków i działaczy. To oni w ciągu minionego stulecia, ale także dzisiaj i jutro sprawią, że język esperanto stanie się w przyszłości z całą pewnością międzynarodowym językiem społeczności światowej.

Właśnie proponujemy Zjednoczonej Europie, a później Zjednoczonemu Światu, wprowadzenie esperanta jako pomocniczego środka powszechnej komunikacji językowej. Czynimy tak dlatego, że:

  • język ten w ciągu stulecia utorował sobie drogę do paru milionów użytkowników, odwołując się w sposób naturalny do leksyki i składni europejskich grup językowych,
  • prostymi regułami gramatyki Ludwik Zamenhof uczynił zeń łatwe narzędzie porozumienia,
  • stał się rozwiniętym systemem komunikowania, który czerpie z żywych zasobów języków współczesnych,
  • dla nikogo nie jest językiem ojczystym, daje użytkownikom poczucie rzeczywistego partnerstwa,
  • nie wyznacza nadrzędnej roli żadnej grupie etnicznej,
  • najpowszechniej komunikowanymi treściami przysposabia do różnorakości i tolerancji,
  • ma bogatą literaturę oryginalną i przekładową autorów licznych narodów,
  • do całkowitego upowszechnienia brakuje mu jedynie zgodnej woli organizacji i instytucji społecznych oraz udziału środków masowego przekazu.

Postawmy sobie racjonalne pytanie: dlaczego język esperanto, mimo swoich niewątpliwych walorów, nie stał się jeszcze, po upływie ponad stulecia, powszechnym środkiem międzynarodowej komunikacji językowej, a obecni krótkowzroczni “pragmatycy” skłonni są dzisiaj przypisywać spełnienie takiej roli w przyszłości językowi angielskiemu?

Złożyło się na to kilka przyczyn. Oto niektóre z nich:

Dotychczasową historię języka i ruchu esperanckiego przecięły dwie okrutne wojny światowe, podczas których nie tylko doszło do znacznego wyniszczenia międzynarodowych, poważnie zaawansowanych prawnych projektów aplikacji esperanta w skali światowej, lecz — może przede wszystkim — gwałtownej erupcji imperializmów, w tym także językowych, ale także w pewnym sensie, na zasadzie samoobrony — wykwitu nacjonalizmów wszelkiej maści, co spowodowało, że wszelkie idee internacjonalistyczne, również w płaszczyźnie językowej, traktowane były jako akty zdrady patriotycznej. W tych pożałowania godnych okolicznościach wielu esperantystów straciło nawet życie w gułagach stalinowskich i hitlerowskich obozach koncentracyjnych, ponieważ byli bezpodstawnie oskarżani o szpiegostwo na rzecz imperializmu światowego lub sprzyjanie tzw. “żydokomunie”.

Po 1945 r. w warunkach “zimnej wojny” i “żelaznej kurtyny” rywalizujące mocarstwa lansowały język angielski i rosyjski jako kulturową forpocztę swoich wpływów imperialnych. A zatem język międzynarodowy esperanto stawał się dla nich zasadniczą przeszkodą, oczywiście tylko w pewnym zakresie, w strategicznym przejmowaniu roli światowych supermocarstw.

Dzisiaj, chociaż sytuacja międzynarodowa zmieniła się w sposób zasadniczy, to znowu wyrośli inni, kolejni przeciwnicy używania języka esperanto w skali globalnej. Bo oto urzędnicy brukselscy, z których co piąty pełni funkcję tłumacza i zarabia 15 tys. franków, a więc 7,5 tys. nowych złotych polskich miesięcznie, pełnią — co jest zrozumiałe — rolę wpływowego, antyesperanckiego lobby w instytucjach Zjednoczonej Europy. Po prostu są zaniepokojeni o los swoich posad i — ze zrozumiałych względów — zwalczają tendencje proesperanckie występujące — co należy podkreślić — także w tych środowiskach.

Ale w rzeczywistości europejskiej i światowej dojrzewają powoli autentyczne potrzeby i procesy, które w sposób nieuchronny doprowadzą — w ciągu następnego dziesięciolecia lub nieco później — do upowszechniającego się wprowadzenia języka międzynarodowego, a moim zdaniem, będzie to esperanto, do codziennej, międzyludzkiej komunikacji kontynentalnej i międzynarodowej.

Obecnie bowiem coraz trudniej jest wyobrazić sobie człowieka, który obywa się bez języka obcego. Nawet jeśli samemu się nie opuszcza kraju, to prawdopodobieństwo spotkania cudzoziemca u siebie wzrosło wymiernie i staje się niemal w każdym miejscu społecznym faktem. Uczymy się więc języków i rozumiemy, że jest to konieczne. Najczęściej wybieramy język tego narodu, z którym wiążemy własne nadzieje rozwojowe w stosunkach pod względem ekonomicznym, politycznym lub kulturowym. Przeważnie jednak razem z językiem przyjmujemy w jakimś stopniu narodowy punkt widzenia, którego jest on nośnikiem. Niektórzy nawet zjawisko to określają mianem imperializmu językowego, wskazując, że popularyzacja określonego języka związana jest z lansowaniem egoistycznych interesów narodowych. Wtedy sprawa jest oczywista, a motywy stają się jednoznaczne. Ale bywa również tak, że potrzebujemy języka obcego, aby przybliżyć sobie nieznany świat — bez wyrzeczenia się własnej tożsamości.

Traktat Rzymski z 1957 r. stworzył podwaliny pod budowę Zjednoczonej Europy. Jednakże tendencje integracyjne objęły tylko zachodnią część naszego kontynentu. Bowiem w ciągu czterdziestu dwu lat od tamtej daty Europa była podzielona i rozdarta w wyniku egoistycznych umów jałtańskich, podżyrowanych “solidarnie” przez byłych aliantów z okresu II wojny światowej: USA, ZSRR, Wielkiej Brytanii i Francji. Państwa te rzuciły na kolana przed imperializmem radzieckim kraje środkowo-europejskie i wyizolowały je od pozytywnych procesów ogólnoeuropejskich.

Dopiero po zburzeniu muru berlińskiego w 1989 r. i wyzwoleniu się państw satelitarnych spod radzieckiej dominacji neokolonialnej, dzieło budowy jednej Europy — w perspektywie od Atlantyku po Ural — nabrało znacznego przyspieszenia. Do europejskiej dwunastki zorganizowanej w Unię Europejską, przystąpiły kolejne państwa. Wkrótce, być może jeszcze niedługo po 2000, w wspólnocie znajdą się: Polska, Czechy, Węgry i Rumunia. A po nich stosunkowo szybko następne kraje.

To całkowicie nowe zjawisko w takim wymiarze w skali kontynentalnej stawia na porządku dziennym niezmiernie złożoną sprawę “obsługi językowej” instytucji i społeczeństw jednoczącej się Europy. Ma ono swoje realne konsekwencje ekonomiczne, ale także moralno-kulturowe. Obecnie wszak obowiązuje zasada, że każdy język państwa narodowego lub wielonarodowego, zgrupowanego w Unii Europejskiej, posiada status równoprawny.

A to oznacza, że wszystkie obrady gremiów Unii, jak również tworzone zbiory praw, analizy, raporty i wszystkie inne teksty muszą być tłumaczone na wiele języków, bowiem nikt, ze zrozumiałych względów, nie wyrazi nigdy zgody na dominację któregokolwiek z języków narodowych np. dzisiaj angielskiego, francuskiego czy niemieckiego, a jutro rosyjskiego lub jakiegokolwiek innego.

Problem ten ma także dodatkowy, ważny aspekt. Oto bowiem strukturom Unii Europejskiej — jak trafnie zauważył wysoki urzędnik brukselski — już obecnie trudno jest sprostać wobec ponad 30 języków mniejszościowych używanych w Unii. Języki te mają także prawo do reprezentacji w instytucjach europejskich. Nic dziwnego więc, że na Komisję Europejską wywiera się naciski, aby zapewniła większą ochronę mniejszościom używającym tych języków. Z niektórych szacunków wynika, że poza oficjalnymi językami używanymi w państwach członkowskich UE, ok. 40 mln. Europejczyków używa języków mniejszości etnicznych lub języków regionalnych tradycyjnie związanych z ich terytorium. Na przykład 7 mln. ludzi w Hiszpanii, Francji i we Włoszech (Alghero na Sardynii) mówi po katalońsku. Do języków używanych w UE zaliczają się m. in. baskijski (Hiszpania i Francja), bretoński (Francja), korsykański (Francja), fryzyjski (Holandia), firulański (Włochy), galicyjski (Hiszpania), oksytański (Francja), ladino (Włochy), sardyński (Włochy), łużycki (Niemcy) i walijski (Wielka Brytania).

W sytuacji podobnej do mniejszości językowych jest grupa społeczności używających oficjalnego lub mniejszościowego języka państwa sąsiadującego z ich własnym, w którym dominuje inny język. Do kategorii tej zaliczają się niemieckojęzyczni mieszkańcy Belgii, Danii, Francji i Włoch, będący w podobnej sytuacji jak społeczności mówiące po albańsku, chorwacku, grecku i słoweńsku, historycznie zamieszkałe we Włoszech. Mimo że językom tym, dzięki ich oficjalnemu statusowi w innych państwach, nie grozi wymarcie, to jednak one same oraz związane z nimi dziedzictwo kulturowe w danym regionie podlegają podobnym naciskom jak inne, mniej używane języki. Do tej listy dodać można irlandzki i luksemburski, mimo iż oba są oficjalnymi językami państwowymi. W sumie w Unii Europejskiej zidentyfikowano ponad 40 regionalnych autochtonicznych lub mniejszościowych społeczności językowych. Do grupy tej zaliczają się, poza językami terytorialnymi, języki cygańskie i jidysz, tradycyjnie używanie w całej Europie.

Dzisiaj Wspólnota Europejska uznaje 9 języków, w których mogą się oficjalnie wypowiadać reprezentanci 12 Państw-Członków. Daje to 62 możliwe kombinacje w tłumaczeniu tekstów i interpretacji przemówień, od pary grecko-duńskiej począwszy po parę portugalsko-niemiecką. Z chwilą wejścia sześciu krajów EALI wprowadzone zostaną cztery nowe języki (fiński, islandzki, norweski, szwedzki) i liczba języków oficjalnych będzie wynosić 13 ze 156 możliwymi kombinacjami. Jeżeli doda się z czasem turecki, polski, czeski i węgierski otrzyma się liczbę 17 języków i 272 możliwe kombinacje.

Gdzie znaleźć środki finansowe na tłumaczenia i interpretacje, które wyniosą największą część budżetu Komisji, Rady, Parlamentu i Trybunału Sprawiedliwości? Nie trzeba szczególnej wyobraźni, aby stwierdzić, że koszty tych wszystkich przedsięwzięć związanych z pracami tysięcy tłumaczy i drukiem setek ton dokumentów są nieprawdopodobnie duże. Coraz bardziej rozszerzająca się Wspólnota Europejska będzie musiała już niedługo poważnie przemyśleć jedną ze swoich najważniejszych spraw głównie z finansowego — lecz nie tylko — punktu widzenia, jak rozwiązać nabrzmiewający problem respektowania równości zwiększających się ilościowo równoprawnych języków państwowych i etnicznych, by nie doprowadzić do chronicznego krachu ekonomicznego urzędów brukselskich.

Wbrew obiegowym opiniom język międzynarodowy esperanto ma jednak już dzisiaj poważnych protektorów w instytucjach i środowiskach pozaesperanckich.

Zasygnalizowaliśmy tę kwestię na wybranych przykładach.

W 1992 r. w trakcie Światowej Konferencji ONZ na temat Środowiska i Rozwoju oraz równolegle odbywającego się Światowego Forum Organizacji Pozarządowych w Rio de Janeiro w 1992 r., obydwa te spotkania opracowały rekomendację dla języka międzynarodowego esperanto, w której stwierdzały, że należy “przyczyniać się (,) do przekraczania sztucznych barier czy to politycznych, czy religijnych w dążeniu do stworzenia — jak to określono — powszechnego ludzkiego narodu”. A w związku z tym wezwały do “zaadoptowania Międzynarodowego Języka Esperanto, jako drugiego języka dla wszystkich ludzi”.

UNESCO — poważna wyspecjalizowana organizacja działająca w ramach ONZ — po raz trzeci stwierdziła tym razem w rezolucji Nr 27/C/DR373 z 15 listopada 1993 r., że “w ramach ostatnich studiów na temat tłumaczenia automatycznego sprawdzenie specyficznej roli, jaką może odegrać taki język jak esperanto, może okazać się szczególnie ważne”. Zobowiązała zatem swego Dyrektora Generalnego, by rozważył rezultaty osiągnięte przez ruch upowszechniający esperanto:

  1. w Syntetycznym Raporcie na temat opracowywania programów nauczania, przygotowywania nauczycieli i prezentacji osiągnięć na polu wychowania do międzynarodowego zrozumienia, pokoju, praw człowieka i demokracji,
  2. w zredagowanym podręczniku na temat przewodnich zasad komunikowania wartości pokojowych.

Zwróciła się także do Państw Członkowskich, w tym także do Rzeczypospolitej Polskiej, “o przedłożenie raportów na temat działań podjętych w następstwie (dotychczasowych) rezolucji, szczególnie odnośnie programów badawczych związanych z esperantem”.

Esperanto ze względu na swoją strukturę zalicza się do rodziny tzw. języków indoeuropejskich. A ponieważ posługuje się nimi przeszło półtora miliarda ludzi, stanowi to okoliczność ułatwiającą przyswojenie sobie tego języka międzynarodowego przez znaczną liczbę mieszkańców kuli ziemskiej. Z analizy podstawowego słownictwa esperanckiego wynika np., iż każdy Polak przystępując do nauki esperanto rozumie już ok. 21,3% słów tego języka, które w identycznej lub zbliżonej postaci występują w języku polskim, jak np. aktoro, teatro, dokumento, domo, hotelo, sporto, profesoro, matematiko itp.

Ponad 100-letnia praktyka wykazała, że esperanto ma wszelkie szanse stać się międzynarodowym narzędziem porozumienia. Idea języka w pełni międzynarodowego jest bliska milionom ludzi. I tylko oni mogą zadecydować, czy warto ułatwić sobie kontakty przez powszechne wprowadzenie jednego języka międzynarodowego.

Procesy integracyjne występują obecnie także poza Europą, w różnych rejonach świata. Wszystko to wskazuje na to, że w przyszłych dziesięcioleciach doprowadzą one z różnych, poważnych powodów, do zorganizowania państwa planetarnego. A wówczas problem komunikacji językowej stanie się jeszcze bardziej aktualny w porównaniu z dzisiejszymi realiami europejskimi. Każdy z nas może mieć wymierny udział w tym historycznym procesie.

Dodaj komentarz